3 sie 2012

Rozmawiała gęś z prosięciem

Źródło obrazka: http://zabawkipanda.pl
Rzecznik Praw Pacjenta wystąpił do Prezesa NFZ w sprawie przepisywania przez lekarzy 100% recept na antybiotyki, zaniepokojony skargami pacjentów. Lekarze przepisują na antybiotyki recepty pełnopłatne, ponieważ stosują antybiotyki zgodnie ze standardami a nie zgodnie z charakterystyką produktu. Jest to terapia krótkotrwała, nie przewlekła, nie chcą ryzykować kary w przypadku, gdy antybiotyk zapisany w przypadku zapalenia gardła ma w charakterystyce produktu zarejestrowane wskazanie zapalenie migdałków albo zapalenie ucha środkowego albo odwrotnie. Rzecznik chciał dobrze, pacjenci piszą do Rzecznika, Rzecznik podjął próbę wyjaśnienia sprawy. Tylko że zapomniał, że Prezes NFZ nie ma ani narzędzi dyscyplinowania lekarzy ani co więcej nie ma uprawnień decyzyjnych do zmiany zasad refundacji leków wydawanych w aptece. Podobnie Prezes NFZ, w swojej odpowiedzi nie wskazał, że to nie on jest w tej sprawie decydentem. Zakres władzy Prezesa NFZ nigdy nie obejmował i dalej nie obejmuje kształtowania zawartości koszyka świadczeń w zakresie farmakoterapii aptecznej, a od 1 stycznia 2012 także szpitalnej.
Zadania te pełnił i pełni nadal Minister Zdrowia. I tylko on jest w stanie ulżyć lekarzom, pacjentom i wyjść naprzeciw prośbom Rzecznika Praw Pacjentra, żeby uelastycznić zasady refundacji antybiotyków i przywrócić prawo do refundacji antybiotyków, które sam skasował od 1 stycznia 2012, wiążąc lekarzy zarejestrowanymi wskazaniami. Rozszerzania zakresu wskazań na pozarejestracyjne dokonuje Minister Zdrowia po konsultacjach z Radą Przejrzystości i konsultantami krajowymi. Rzecznik powinien o tym wiedzieć, bo ma swoich ludzi w Radzie Przejrzystości, i ludzie ci głosują w sprawach rozszerzenia wskazań do refundacji wielu leków na wskazania tzw. off label.  I to nie do NFZ ale do Ministra Zdrowia powinien pisać Rzecznik. Pisanie do Prezesa NFZ w takiej sprawie nie ma sensu.

Możemy się pośmiać, jak to pogadał sobie Rzecznik z Prezesem jak gęś z prosięciem i poopowiadać dowcipy o blondynkach (bez urazy, autorka bloga to też blondynka). Ale jak się już pośmiejemy ogarnia nas pacjentów trwoga. Ten być może mało znaczący epizod z życia administracji publicznej pokazuje jasno, że nie zna ona systemu ochrony zdrowia, którym przyszło jej zarządzać. Nie rozumieją zakresów własnych zadań i obowiązków. Nie znają prawa, które reguluje system ochrony zdrowia. Poruszają się w nim niczym w matni, co nie różni ich specjalnie od pacjentów, którym próbują pomagać. Nie rozumieją też zakresu władzy, jaką sami posiadają.  Można powiedzieć tylko jedno - drogie Panie, kompromitacja!
A swoją drogą trzeba przyznać, że  krótkotrwała antybiotykoterapia przestała być od 1 stycznia 2012 roku refundowana.
--
Autor: Ewa Borek

2 komentarze:

  1. Szanowna Pani,

    jako lekarz dziękuję za poruszenie tego tematu, aczkolwiek pamietać należy, że podczas, gdy antybiotykoterapia jest z reguły, jak Pani to zaznaczyła, terapią krótkotrwałą, podobny problem, wynikający z uzależnienia refundacji od ChPL, z pominięciem wiedzy medycznej, dotyczy wielu innych schorzeń, w tym przede wyszstkim przewlekłych.

    nasym, lekarzy, zdaniem, uczciwiej byłoby po prostu uaktualnić listę refundacyjną tak, by zdjąć z niej leki stare, tanie i szeroko dostępne (bez śmiesznych dopłat typu 4 grosze lub 2 PLN), a znalazłyby się tam substancje nowe, uwzlgędniające postęp medycyny, a w chwili obecnej na tyle drogie, że pacjent nie będzie w stanie sam pokryć kosztów leczenia. Moim osobistym zdaniem taka właśnie jest rola państwa w kwestii refundacji.

    Na pewno obyłoby się też bez aktualizacji listy co 2 miesiące....

    pozdrawiam,

    J. Rzymkowska, MD, PhD, internista.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za ten komentarz. Tak jak pisałam, ustawa refundacyjna zabrała pacjentom leczenie refundowane wskazań pozarejestracyjnych a lekarzom leczenie zgodne ze standardami. Paradoks polega na tym, że na fali walki z biznesem farmaceutycznym, którego chciwość chciała ustawa poskromić, w efekcie wprowadziła regulacje refundacyjne, podporządkowane ściśle temu co biznes uzna za opłacalne i zarejestruje. Do tego się sprowadza refundacja ograniczona do wskazań rejestracyjnych. Jest to duzy prezent dla tego właśnie biznesu. Tyle, że z perspektywy zdrowia publicznego stważa to poważne zagrożenie. Łatwo wyobrazić sobie sytuację masowych zachorowań, epidemii, gdzie będzie potrzebne masowe stosowanie leków poza rejestracyjnymi wskazaniami w tym także antybiotyków. Z perspektywy zdrowia publicznego zapisy ograniczające refundację do wskazań rejestracyjnych są zagrożeniem.

    OdpowiedzUsuń