30 kwi 2017

Startupowa rewolucja

Proces przyswajania innowacji przez polski rynek ochrony zdrowia obserwuję od ponad 20 lat. Innowacje w farmacji przyzwyczaiły nas do tego, że to co nowe, skuteczne i lepsze dla pacjenta musi być drogie. W Polsce, kraju o średnich dochodach oznaczało to, że innowacyjne leki są dostępne dla liczniejszych grup potrzebujących ich pacjentów dopiero gdy stają się lekami odtwórczymi czyli po wygaśnięciu okresu ochrony patentowej. Leki obniżające poziom lipidów, biologiczne czy przeciwdepresyjne miały szansę na powszechniejsze stosowanie po 20 latach od ich wynalezienia czyli wtedy, kiedy przestawały być innowacyjne a polski rynek wchłaniał je z dużym poślizgiem. Innowacje w farmacji nie zawsze wychodziły naprzeciw potrzebom pacjentów – rynek zna wiele leków, które zachwyciły władze rejestrujące leki natomiast nie zostały przyjęte łaskawie przez pacjentów. To leki które rozwijały działania niepożądane zanim pojawił się efekt skuteczności terapeutycznej czy leki stosowane w chorobach reumatycznych pozbawione widocznego efektu przeciwbólowego.

Obecnie to jednak nie innowacje w obszarze leków rewolucjonizują medycynę. Głównym obszarem innowacji są teraz nowe technologie informatyczne, które dostarczają wielu rozwiązań i wpływają na wiele procesów w ochronie zdrowia. Ciekawe jest to, że największych przemian z perspektywy pacjentów dokonują rozwiązania, które są darmowe. Docierają do nas wcześniej niż na inne rynki, co więcej, często powstają w Polsce i stąd rozpowszechniają się na inne kraje. Innowacje te pokazują więc model odmienny od tego, do którego przyzwyczaiła nas farmacja – model reverse innovation czyli innowacji, które pochodzą z krajów o niskich i średnich dochodach i wnoszą poprawę i zmianę, ponieważ są mocno osadzone w wiedzy na temat potrzeb pacjentów i w tani sposób zaspokajają dotychczas niezaspokojoną potrzebę, dynamicznie rozprzestrzeniając się na wielu rynkach, także w krajach o wysokich dochodach. To profil odmienny od innowacji lekowych, kosztownych i powstających głównie w najbogatszych krajach.

Pierwsza rewolucja informatyczna z perspektywy pacjentów dokonała się wraz z upowszechnieniem wyszukiwarki Google. Pacjenci dostali narzędzie, które pokazało im, że nie muszą iść do lekarza, żeby uzyskać poradę w sprawach zdrowia. Dzięki temu globalnemu darmowemu narzędziu wiedza medyczna przestała być zarezerwowana wyłącznie dla specjalistów i stała się dostępna dla wszystkich. To proste i darmowe narzędzie zbudowało nasze kompetencje zdrowotne skuteczniej niż pokolenia lekarzy i zapoczątkowało postawę empowerd patient – pacjenta poinformowanego i zaangażowanego w sprawy własnego zdrowia.

Kolejną rewolucję dostarczył pacjentom w wielu krajach polski rynek z typowym dla niego brakiem dostępu do informacji o jakości w ochronie zdrowia. Jakość w naszym systemie nie jest powszechna lecz incydentalna i ważna jest wiedza gdzie znaleźć dobrego lekarza lub ośrodek. Wystarczyło więc dać nam społecznościowe narzędzie do oceniania lekarzy żebyśmy sami stworzyli system rankujący  zasilając go własnymi opiniami. Ten system to namiastka potrzebnego ale niedostępnego systemu informacji o jakości w ochronie zdrowia. Narzędzie które pomaga zidentyfikować lekarza poszukiwanej specjalizacji w danej lokalizacji, informuje o opiniach innych pacjentów i pozwala się zapisać do jego kalendarza wizyt trafiło w kraju długich kolejek do lekarzy specjalistów i dużego prywatnego rynku tych wizyt bezbłędnie w kilka niezaspokojonych potrzeb pacjentów. Dobry przykład rozpowszechnił się w innych krajach europejskich. W Polsce w krótkim czasie znanylekarz stał się portalem najczęściej odwiedzanym w ochronie zdrowia który ma miesięcznie 4 mln użytkowników. Przy okazji pacjenci zrozumieli, że usługi lekarzy można oceniać w taki sam sposób jak hotele czy restauracje. To przykład innowacji która nie wymagała wysokich nakładów, została zrealizowana przez startup, identyfikowała niezaspokojone potrzeby na rynku o średnich dochodach i dynamicznie upowszechnia się w wielu krajach. Spełnia więc w pełni kryteria odwróconej innowacyjności.

Zakładam, że kolejna rewolucja na naszym rynku będzie należała do telemedycyny. Wynika to z istnienia silnej niezaspokojonej potrzeby uzyskania porady lekarskiej od lekarza o wysokiej reputacji bez konieczności dojazdu na wizytę i za niższą niż wizyta w gabinecie cenę. Pacjenci będą chętnie korzystać z tej możliwości, należy im tylko pokazać jak to rozwiązanie działa. Najlepszym propagatorem rozwiązań telemedycyny byłoby wprowadzenie tych rozwiązań do koszyka świadczeń gwarantowanych, tak żeby pacjenci mogli namacalnie doświadczyć korzyści z tej technologii. Rozwiązania z obszaru e-zdrowia jako interwencje o podobnej skuteczności i tańsze niż tradycyjna alternatywa powinny być zresztą przedmiotem zainteresowania AOTMiT z urzędu  jako terapie dominujące. Dla publicznego budżetu ich wdrożenie oznacza istotne oszczędności.

Następna rewolucja będzie także należała do wykorzystania sztucznej inteligencji. W Polsce, kraju o deficytowej liczbie lekarzy pojawienie się dra Watsona, który do stawiania diagnoz i leczenia będzie wykorzystywał całą światową wiedzę dostępną w publikacjach medycznych może pomóc rozwiązać problem braku lekarzy w niektórych specjalizacjach takich jak histopatologia czy radiologia. Nie zdziwiłabym się, gdyby ta rewolucja dotarła do nas w ciągu najbliższych 5ciu lat.

Ciekawe jest to, że rewolucji technologicznych cieszących się uznaniem pacjentów i dokonujących największych zmian w naszym otoczeniu dostarczają nam darmowe narzędzia globalnych graczy i lokalne startupy. Innowacje te przyczyniają się do zmiany postaw pacjentów na świadomych i zaangażowanych partnerów dokonujących wolnego wyboru spośród istniejących możliwości i budują patients empowerment. Należy sekundować startupom i wierzyć że z czasem odnajdą się na rynku i skapitalizują własną wrażliwość na potrzeby pacjentów. Zasmuca natomiast fakt, że pomimo poniesienia w ostatnich latach ogromnych europejskich i publicznych nakładów na informatyzację ochrony zdrowia, sięgających 800 mln pln, które zostały skierowane do administracji publicznej i dużych graczy na lokalnym rynku pacjenci nie ujrzeli owoców tych inwestycji. Wyobrażam sobie tylko jak nasz rynek zmieniłyby startupy gdyby miały do dyspozycji takie środki. Chciałabym w końcu doczekać owoców tych inwestycji i produktów na jakie czekają pacjenci – elektronicznej dokumentacji medycznej, e-skierowań, e-recept, platformy informacji medycznej z prawdziwego zdarzenia i bogatych i nowoczesnych zasobów wiedzy o zdrowiu i poruszaniu się w systemie. Mam nadzieję, że sukcesy polskich startupów dadzą do myślenia twórcom platformy P1 i produkty te będą powstawały z uwzględnieniem potrzeb końcowych użytkowników i większą wrażliwością na potrzeby społeczne.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz